Wydrukowanie 1000 egzemplarzy gazetki wraz z kosztem przesylki bezadresowej to 50gr od kartki A3 zlozonej na pol (a wiec 4 strony).
100 osob skladajac się po 10pln mogloby wydrukwoac i rozeslac ok. 2 tys. Czy ktos z tych osob które dostalyby taka gazetke przylaczylby sie do akcji? Nie wiem – ale możnaby sprobowac.
Pomysl przesylki bezadresowej bylby o tyle dobry ze pozwalalby latwo zmieniac grupe docelowa. A wiec nie ograniczalibysmy się jedynie do naszych sasiadow jak chcial Zyziu tylko moglibysmy pozyskiwac zwolennikow w roznych miejscach. Jeśli po paru probach przyslania gazetki w jedno miejsce nie daloby to efektu to moglibysmy sprobowac slac gdzie indziej.
Zorganizowanie calosci byloby bajecznie proste. Jedna osoba zaklada konto i blog na którym ludzie wplacajacy na to konto wpisywaliby kiedy i ile wplacili. Jeśli ktos wplacilby a np. zostal z listy na tym blogu usuniety to mialby dowod ze ktos oszukuje – nie wplacilby już wiecej! Proste! To zmuszaloby do uczciwosci.
Moznaby także pomyslec nad lepszym zabezpieczeniem – tak aby ktos nie mogl latwo zrobic zamieszania. Np. przesylanie zazalenia i elektronicznych dowodow wplaty na odpowiednie adresy mailowe, bądź grupe dyskusyjna (chocby na yahoo) – w raze gdyby zaszlo podejrzenie ze wlasciciel konta bankowego cos kombinuje.
Sumujac wszystkie wpisy na blogu każdy wiedzialby ile jest pieniazkow na koncie a wiec ile sztuk gazetki można wydrukowac.
Ktos odpowiedzialny za zamowienie w drukarni i rozeslanie poczta umieszczalby na tym blogu skan umowy.
Calosc oczywiście bazowalaby na uczciwosci osob najbardziej zaangazowanych. Moznaby pomyslec jak dokladnie dopracowac te kwestie. Być może moznaby podzielic te obowiazki towrzac kilka kont. Ale to wszystko jedynie wtedy kiedy akcja się rozrosnie – inaczej nie ma sensu. To samo tyczy się reklam.
Oczywiście trzebaby okreslic cel takiej gazetki. Moim zdaniem powinno to być pokazanie ludziom ze fakty serwowane im przez media często gesto odbiegaja od rzeczywistosci oraz uswiadamianie ludziom klamstw i sprzecznosci jakie funduja nam politycy. Nie powinno chodzic o przekonanie ludzi lub przeslanie im naszej opinii ale wzbudzenie ich nieufnosci do informacji w mediach. A wiec gazetka powinna operowac glownie faktami lub ich krotka analiza. Jeśli akcja rozroslaby się to bylibysmy byc swoistym cenzorem mediow!
Problem jest kto sporzadzalby ostateczne teksty. Dobor tekstow, a wlasciwie ich tworzenie powinno zalezec od 10-20 najbardziej aktywnych osob. Kazda z nich powinna być za to odpowiedzialna w danym tygodniu czy miesiacu. Gazetka poczatkowo nie wychodzilaby często wiec nie byloby to az takim obciazeniem, zwlaszcza dla osob które normalnie pisza na swoich blogach po 3-5 tekstow dziennie! Propozycje tekstow do gazetki moglyby być nadsylane przez wszystkich. Ktos przeczytal cos dobrego – wrzuca to na odpowiednio do tego zrobiony blog. Chodzi zarówno o informacje badz i ich analize. Ktos inny ma pomsyl jak to graficznie przedstawic – tez o tym pisze.
Sprawe jednak trzeba naglosnic, sprawdzic ile osob w tzw cyberprzestrzeni bylaby zainteresowana wplata np. 10 pln miesiecznie na taki cel.
No i tu się zaczyna problem. Niby nie zaszkodzi sprobowac ale nikomu nie chce się na swoim blogu zadac takiego pytania. Na temat akcji “bojkotu mediow” rozpisalo się mnostwo osob – ale bardzo malo osob mowilo o konkretach.
Teraz jest jeszcze ciekawiej – okazuje się ze glowni inspiratorzy “bojkotu” zupelnie porzucili temat wspolnej akcji. Nikt nie chce zapytac “jest pomysl – przylaczycie się?”.
Jeśli zglosiloby się takich osob ponad 100 to moglibysmy sprobowac jeszcze troche nad tym podyskutowac i zrobic pierwsza edycje. Ale najpierw trzeba spytac. Spytac musza o to osoby już znane na S24. Ale tym jakos się kurde nie chce....


